Witam z powrotem, długo mnie nie było i długo opowiadać. Co u mnie - stary sie napierdolił i groził wyrzuceniem mnie z domu więc zadzoniłem na psy i kolejnego dnia pojechałem do MOPSu i założyłem mu niebieską karte. Byłem znów operowany na jebaną torbiel pilonidalną bo kurwa na nfz nie umieli tak jak za pierwszym razem zrobić dobrze, więc musiałem wydać ponad 10k cebulionów na operację, dlatego też byłem kurwa od czerwca przez 5 mies. bezrobotny (bo miałem trud ze znalezieniem zatrudnienia gdzie czułbym się ok/praca nie byłaby kołchozowo-wykańczająca fizycznie), bo przez mies. robiłem jako pomoc techniczna. Jakby nie zachorowałbym nadal bym ciągnął tą robote, chociaż nie wiem czy mógłbym ją robić zdalnie przez warunki w domu (chujowy/niestabilny net + rodzina). Z loszkami jedyne kontakty jakie miałem to krótkie rozmowy o dupie maryny (studia, praca, projekty), ale nie czułem, żeby chciały przejść na "wyższy poziom". Teraz robię w kołchozie co mi praca odpowiada, wiadomo że dla przegrywa nie dadzą podwyżki wynagrodzenia lub stałego zatrudnienia, no ale lepiej jest mieć robotę niż jej nie mieć.